Chanel N°5 — czy legenda nadal się broni?

Chanel N°5 — czy legenda nadal się broni?

Chanel N°5 to zapach-legenda. Powstał w 1921 roku, a stworzył go Ernest Beaux dla Gabrielle „Coco" Chanel — i podobno był to piąty flakon z dziesięciu, które perfumiarz przyniósł jej do oceny. Piątka była jej szczęśliwą liczbą, więc nazwa narzuciła się sama. Wśród jego wielbicielek była Marilyn Monroe, która wyznała kiedyś, że do snu zakłada tylko kilka kropel N°5 — i to wyznanie na zawsze wpisało ten zapach w historię popkultury. Sto lat i kilka reformulacji później wciąż jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych zapachów świata. Ale czy naprawdę tak dobry, jak głosi jego sława — czy raczej kupowany głównie dla prestiżu? Jako wieloletnia fanka powiem szczerze: prawda leży gdzieś pośrodku. I właśnie o tym jest ten wpis.

Rewolucyjność N°5 polegała na tym, że miał pachnieć „jak kobieta, a nie jak pojedynczy kwiat". Beaux jako pierwszy sięgnął po tak dużą dawkę aldehydów — to one dają temu zapachowi charakterystyczną, musującą, lekko mydlaną iskrę na samym starcie.

Jak pachnie Chanel N°5?

Opis dotyczy najpopularniejszej dziś wersji — wody perfumowanej (EDP) z 1986 roku, którą sama noszę. Kompozycja jest gęsta i wyjątkowo dobrze zblendowana; trudno wyłapać pojedyncze nuty, bo tworzą jeden spójny bukiet.

  • Nuty głowy: aldehydy, ylang-ylang, neroli, bergamotka, brzoskwinia
  • Nuty serca: irys, jaśmin, róża, konwalia
  • Nuty bazy: drzewo sandałowe, dębowy mech, wanilia, paczula, wetiwer

Otwarcie jest jasne i musujące od aldehydów — dla jednych eleganckie, dla innych wręcz mydlane. Potem rozkwita pudrowo-kwiatowe serce, a całość osiada na ciepłej, drzewno-mszystej bazie, która potrafi zostać na skórze naprawdę długo.

Warianty N°5 — którą wersję wybrać?

Linia N°5 ma kilka odsłon i każda pachnie trochę inaczej. Warto testować, bo różnice bywają spore:

  • Eau de Parfum (EDP): najintensywniejsza i najtrwalsza z popularnych wersji, klasyczna. Mój wybór.
  • Eau de Toilette (EDT): lżejsza, bardziej ostra i „zielona", ale też bardziej ulotna i bliskoskórna.
  • N°5 L'Eau (2016, Olivier Polge): najnowocześniejsza odsłona — większy nacisk na cytrusy i białe kwiaty, lekka i przyjemna na co dzień.
  • N°5 Eau Première (2007, Jacques Polge): wygładzona, rozjaśniona interpretacja klasyka, łatwiejsza w odbiorze dla nowego pokolenia.
  • Parfum (ekstrakt): najwyższe stężenie, najbliżej ducha oryginału, kameralny ślad.

Trwałość i flakon

EDP to mocna, wyrazista kompozycja — na mojej skórze potrafi utrzymać się kilkanaście godzin, a ślad bywa wyczuwalny na ubraniu jeszcze następnego dnia. To zdecydowanie zapach na chłodniejsze miesiące, kiedy jego głębia i ciepło wybrzmiewają najpełniej.

O flakonie nie sposób nie wspomnieć — prosta, prostokątna butelka stała się ikoną designu i sama w sobie jest rozpoznawalna na całym świecie. To część legendy tego zapachu na równi z samą kompozycją.

To jak to jest z tą legendarną N°5?

Czy to naprawdę tak wspaniały zapach, że zasłużył na niegasnącą popularność — czy raczej staroświeckie pachnidło, kupowane głównie dla prestiżu? Choć jestem wielką fanką, powiem wprost: prawda leży gdzieś pośrodku.

Dla mnie te perfumy są świetne — jedne z lepszych w mojej kolekcji i nie wyobrażam sobie nie mieć tego flakonu. Ale nie każdy się z N°5 lubi i często czytam niepochlebne opinie. Skąd się to bierze?

Postanowiłam zrobić mały eksperyment. Kilku osobom podałam blotter z odpowiednią dawką N°5 i zapytałam o wrażenia — zanim zdradziłam, co to za zapach. Opinie były zdecydowanie pozytywne: elegancko, kobieco, zmysłowo, a nawet „modnie". Kiedy powiedziałam, że to Chanel N°5, niektórzy nie kryli zdziwienia. „Myślałam, że te perfumy pachną zupełnie inaczej — że to zapach dla starszych pań, w stylu Walewskiej czy Kobako. A pachnie wspaniale. Może odrobinę staroświecko, ale to akurat może być zaletą" — powiedziała jedna z uczestniczek.

W świadomości wielu osób N°5 „pachnie staro" albo „jest dla babci". Nie znoszę takiego szufladkowania. Po pierwsze — kto powiedział, że starsze kobiety pachną źle? Wiem, że aldehydy, szypry i ciężkie orienty wyszły z mody, ale to żaden powód, żeby je z góry skreślać.

Bywa też, że N°5 obrywa za swoją otoczkę luksusu: raz słyszę, że to symbol prestiżu, innym razem — że nosi je „snobka". Czy aby na pewno? Bez zająknięcia wymienię dwieście zapachów droższych od Piątki. Jeśli ją lubisz — nie pozwól, żeby ktokolwiek Ci ją obrzydził.

Oceny tego zapachu są zresztą wyjątkowo spolaryzowane — w serwisach perfumowych obok zachwytów łatwo trafić na recenzje bezlitosne. To zapach, który albo się kocha, albo odrzuca; rzadko kiedy zostawia obojętnym. I może właśnie to jest najlepszy dowód, że nie jest nijaki.

Sama mam N°5 w wersji EDP, ale ostatnio coraz częściej myślę o Eau Première. To jakby Piątka pocałowana przez słońce — tam, gdzie w klasycznym N°5 czai się pewien mrok, ta drzewna, wilgotna nutka starej kamienicy skrywającej tajemnicę godną Herkulesa Poirot, Eau Première jest jasna, radosna i pełna światła.

Wniosek? Wariantów jest sporo i naprawdę warto testować, żeby znaleźć swoją ulubioną N°5. Mnie najbardziej odpowiada Eau de Parfum — choć po napisaniu tego wpisu coraz poważniej zerkam w stronę Eau Première.

A Wy co myślicie o Chanel N°5?

Powrót do listy artykułów

3 komentarze(-y)

Miałem dwa podejścia do tych perfumow. Razem z żoną zdecydowanie mówimy im nie. Zarówno tuż po, jak i po dłuższym czasie pachną jak perfumy z kiosku z lat 80tych…

Marci

piękny i ponadczasowy :)

Moni
Dostałam Chanel 5 w prezencie , "chorowałam " na nie od dawna , ale jakoś zakup odwlekał się .Mój flakonik jest bez atomizera i nie wiem jak dozować np. pipetą .Wiem , że mogę nie otrzymać odpowiedzi , ale tak ślicznie napisany jest ten artykuł , więc może jednak ………Z serdecznymi pozdrowieniami .
Dangola

Zostaw komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed ich opublikowaniem.